DARMOWA WYSYŁKA POWYŻEJ 150 ZŁ
Napisz do nas: sklep@outofcomfortzone.pl

Out of comfort zone - blog

CHINY - JAKIE SĄ NAPRAWDĘ?


Ponad pół roku minęło od naszej podróży do Chin, ale trochę się u nas działo i dopiero teraz udało mi się zebrać do napisania czegoś o tym wyjeździe. Może także dlatego, że nie była to najłatwiejsza podróż? Rozpoczęła się odwołaniem lotu, nie rozpieszczała pogodowo, by zakończyć się zatruciem pokarmowym w Hong Kongu. Mówiąc krótko: nie wszystko poszło zgodnie z planem. Niemniej, było to także bezcenne doświadczenie i nasza pierwsza wizyta w Azji, a zatem wyprawa, którą chcemy się z Wami podzielić.

Oto moje subiektywne podsumowanie wyprawy do Chin:

1. 1,4 miliarda ludzi i... smartfonów

    Na każdym kroku dało się odczuć, że Chiny to najludniejszy kraj świata. Tłumy stojące w kolejkach do metra, aby przeskanować swoje bagaże, tłumy wyczekujące na dworcach i tłumy płynące po ulicach. Przemieszczając się pomiędzy ludźmi czułam się jak w grze Snake, zwłaszcza, że każdy (dosłownie KAŻDY) Chińczyk wpatrzony był w swojego smartfona i nie zważał na to, co dzieje się dookoła. Na początku męczyły nas ciągle kolizje, ale po jakimś czasie zobaczyliśmy, że oni są tak bardzo zaabsorbowani światem w tym małym urządzeniu, że nawet nie reagują, gdy na kogoś wpadną. Obraz z wagonu metra pełnego ludzi z nowoczesnymi aparatami telefonicznymi w dłoniach na długo zostanie w mojej pamięci. Wszyscy, niezależnie od wieku, wpatrywali się w ekran ani na chwilę nie unosząc głowy. Wielokrotnie byliśmy jedynymi osobami bez smartfonów, czego i tak nikt nie zauważał, pochylony w kierunku wirtualnego świata. Tutaj (https://www.chinskiraport.pl/blog/smartfony-w-chinach/) znajdziecie ciekawą infografikę przedstawiającą statystyki dotyczące użytkowania smartfonów w Chinach w 2013 roku. Przypuszczam, że w ciągu ostatnich 6 lat liczby mogły znacznie urosnąć. Ciekawe, jaki wpływ na zdrowie fizyczne (problemy ze wzrokiem i kręgosłupem) oraz psychiczne (wykluczenie, nieogarnianie świata rzeczywistego) ludzi wywrze pochłaniający nas cyfrowy świat.

    2. Mekka konsumpcjonizmu

      Kolejna rzecz, która rzuciła mi się w oczy to ilość galerii handlowych. W wielu przypadkach można było przejść z jednej do drugiej bez wychodzenia na zewnątrz. Całe miasta i ich infrastruktura były podporządkowane konsumpcjonizmowi. Nie można było przejść przez skrzyżowanie nie natykając się na jakieś zakupowe molochy. A w każdym z nich osobne piętro dla kobiet, osobne dla mężczyzn i jeszcze jedno – dla dzieci. Mało tego – sklepy w środku to nie zwykłe sieciówki typu Zara czy H&M, ale ciuchy od światowych projektantów – Dior, Chanel, Prada, Balenciaga i wielu innych. Byliśmy świadkami sytuacji, gdy dwie nastolatki wychodząc z takiej galerii obładowane torbami z logo Gucci i Burberry, cisnęły na ziemię papierowe kubki po swojej kawie. Pytanie, czego zabrakło, aby choć rozejrzały się za najbliższym koszem na śmieci..?

      3. Ufać, ale kontrolować

        Absolutną nowością był dla mnie poziom inwigilacjii chińskich obywateli. Cztery kamery na każdym skrzyżowaniu, kamery na drzewach w parkach, głośniki z komunikatami i obwieszczeniami poprzyczepiane do co drugiej latarni ulicznej. W Szanghaju całe rzesze patrolujących miasto policjantów. Wszędzie tabliczki ze wskazówkami obrazkowymi, co wolno, a czego nie wolno robić. Z jednej strony jest to pewnie odpowiedź na znane na świecie nawyki mieszkańców Chin – plucie na ulicach, bekanie w restauracjach, bałagan zostawiany po sobie przy restauracyjnym stole. Z drugiej jednak – system, nad którym pracują chińskie władze, przyprawia mnie o dreszcze. Ma on na bazie danych z monitoringu pozwolić im zbierać dane o wszystkich obywatelach, karać ich wykroczenia punktami ujemnymi i wyciągać konsekwencje. Może się okazać, że system rozpozna Twoją twarz i kilka mandatów za szybką jazdę będzie skutkować zakazem opuszczania kraju. Czy tylko mi wydaje się to przerażające?

        4. Okiełznana natura?

        Jako miłośnicy natury bardzo chcieliśmy do tego mocno zurbanizowanego wyjazdu przemycić trochę przyrody. Wybraliśmy się do Parku Narodowego Zhangijaije, czyli miejsca, które podobno zainspirowało Jamesa Camerona do stworzenia filmu „Avatar”. Słynie ono ze strzelistych skał o pionowych ścianach. Niestety – i tutaj pierwsze ostrzeżenie – park jest miejscem kapryśnym pogodowo i mglistym. Na jeden z jego gorszych dni właśnie trafiliśmy i nie udało nam się nacieszyć oczu widokami, które musiały zachwycić Camerona. Po drugie – przytłoczył nas fakt, że po parku można poruszać się tylko po wyznaczonych asfaltem ścieżkach i to autobusami. Chińscy turyści wysiadali tylko z autobusu, który zatrzymywał się przy punktach widokowych, cykali kilka selfie i jechali dalej. Gdy na przekór zasadom zdecydowaliśmy się na pieszą wędrówkę – zdziwieni kierowcy autobusów namiętnie na nas trąbili.

        5. Pyszna kuchnia

          To chyba największa zaleta Chin w moich oczach (i kubkach smakowych). Nigdy nie byłam wielką wielbicielką tak zwanej chińszczyzny. Do momentu, gdy spróbowałam jej w Chinach. Przepyszne zupy, pierożki Dim Sum, sosy, przyprawy, noodle i smakowite „gąbki”, których nazwy dotąd nie poznaliśmy. Samo wymienianie tych potraw przywołało wspomnienia i obudziło moje ślinianki ;)

          Z tych wszystkich powodów ciężko mi powiedzieć, jakie Chiny sa naprawdę. Na pewno spodziewałam się więcej Starożytnych Chin znanych mi z książek – swoistego mistycyzmu, elementów buddyzmu i konfucjanizmu, filozofii nawiązującej do ruchu i medytacji. Tylko jeden raz wyjeżdżając z Szanghaju zobaczyłam te Chiny, na które czekałam – trafiliśmy na sporą grupę starszych osób, które wspólnie do muzyki ćwiczyły, wykonując równocześnie te same ruchy. Nie mogłam oderwać od nich zwroku.

          Czy Kraj Środka jest zatłoczony i przytłaczający, a może bardziej tajemniczy i mistyczny jak Tybet? Zapewne jedno i drugie jest prawdą. To tak wielki kraj, że nawet przejechanie go w całości nie da pełnego obrazu i nie pozwoli odkryć wszystkich tajemnic. Na pewno podróż tam jest czymś nowym, niezwykłym doświadczeniem. W naszym przypadku nie był to sielankowy urlop, a raczej wyjazd w rytmie out of comfort zone ;)

          Madzia

          Koszyk

          Twój koszyk jest pusty.

          Dokonaj swoich pierwszych zakupów