Jesteśmy na krótkich wakacjach! Wracamy 19 sierpnia, wtedy wyślemy wszystkie Wasze zamówienia. Przesyłamy moc dobrej energii!
DARMOWA WYSYŁKA POWYŻEJ 150 ZŁ
Napisz do nas: sklep@outofcomfortzone.pl

Out of comfort zone - blog

ROWEREM PRZEZ WYSPĘ RUGIĘ

Jakoś mnie ciągnie do tych Niemiec. Bo są blisko? Bo to zawsze był trochę lepszy świat? Bo mamy mimo wszystko tak wiele wspólnego? Sam nie wiem... Minęło jakieś 10 lat od mojego pierwszego odkrywania Berlina, długo później był półmaraton w Hamburgu i, ku naszemu zaskoczeniu, najlepiej dopingujący kibice jakich widzieliśmy, służbowe wyjazdy do Monachium, które pewnego dnia zainspirowały mnie do zabrania ze sobą roweru i przejechania nim przez Bawarię, a w zeszłym roku wspinaczka na Zugspitze swoją pierwszą via ferratą (2962 m.).

Tym razem wybraliśmy się bardziej na wschód, na największą niemiecką wyspę - Rugię. W Niemczech dużo się pisze i mówi o wschodniej części kraju, czyli dawnym NRD. Nie jest to najlepsza prasa – tyle miliardów euro wpompowane, a młodzi Niemcy i tak nadal wolą opuścić swoje rodzinne strony i jechać na zachód. Postanowiliśmy powiedzieć: "sprawdzam!".

Ruszyliśmy z Warszawy - 750 km do celu - z rowerami na dachu jadąc autostradami i ekspresówkami. Zero świateł, skrzyżowań, płynna jazda, nie do pomyślenia jeszcze 10 lat temu. Najpierw w kierunku Poznania, później na Szczecin i stamtąd do niemieckiego Stralsund. Dystans niby większy, a czasowo wychodzi tak samo jak z Warszawy do Zakopanego!

Stralsund

Naszym przystankiem było właśnie Stralsund, urokliwe miasto z tradycjami, położone przy samej wyspie. Po zabytkach widać, że kiedyś to hanzeatyckie miasto przeżywało lata swojej świetności, najpierw pod panowaniem Szwecji, a potem Prus.  Auto zostawiliśmy na przydworcowym parkingu (koszt – 3 dni ok. 120 PLN). Ze Stralsund rowerową ścieżką wjechaliśmy bezpośrednio na wyspę, podziwiając piękną panoramę historycznego miasta. Trasa rowerowa prowadzi dawnym mostem łączącym Rugię z lądem, obok biegnie nowoczesny most autostradowy, którego na pewno mogą pozazdrościć Niemcom mieszkańcy nadal odciętego od świata Świnoujścia ????

Rugia przywitała nas pięknym zachodzącym słońcem. Wyjątkowo ucieszyło to Madzię, bo przy takim świetle wychodzą najlepsze zdjęcia, zwłaszcza te produktów Out of comfort zone – taki mały product placement :)

Ze wspomnianej ścieżki rowerowej na dawnym moście, dostrzegłem nasze miejsce na nocleg! Piękny widok na zatokę, w tle panorama Stralsund, namiot stojący parę metrów od brzegu, cisza, spokój i długo zachodzące słońce... Czego można chcieć więcej? Po krótkiej rozmowie z właścicielem posesji ustaliliśmy koszty na 10 euro. Przy załatwianiu takich biznesów zdecydowanie przydaje się znajomość niemieckiego, choćby podstawowych zwrotów:

- Ein Zelt – namiot

- Eine Nacht – jedna noc

- Wie viel? - Ile kosztuje?

- Zwei Personen – dwie osoby

Z angielskim bywa różnie, raczej nawet kiepsko, stąd przyda się słownik i jakieś podstawowe rozmówki polsko-niemieckie.

Wschodnie wybrzeże Rugii

Następnego dnia ruszyliśmy na północ w kierunku Sassnitz, mijając po drodze urokliwe miasteczka, przypominające pod względem czystości i architektury Bawarię czy Austrię – Gustow, Poseritz, Garz, Putbus (z polską flagą obok niemieckiej i europejskiej w porcie), piękne kilkusetletnie dęby i pałace dawnych pruskich książąt. Nie mogłem nacieszyść wzroku tym niemieckim "ordnungiem". Na wieczór dotarliśmy do północnego wybrzeża w okolice urokliwych kurortów, w których można spotkać głównie wypoczywających Niemców, trochę Szwedów, Duńczyków i Holendrów. Czuliśmy, że nasz kraj reprezentujemy raczej w wąskiej dwuosobowej grupie. Dał temu wyraz człowiek polskiego pochodzenia, którego spotkaliśmy w drodze stwierdził: "Mieszkam tu 55 lat i pierwszy raz widzę Polaków podróżujących na rowerach po Niemczech", mówiąc to uśmiechał się od ucha, do ucha.

Cała nasza trasa była tak dobrze oznakowana, że naprawdę nie sposób się tam zgubić. Z perspektywy Polaka, stojącego mentalnie między wschodem a zachodem myślałem sobie: "Aż za dużo tych znaków, nie ma miejsca na gubienie się" :). Nie to co u nas, jedziesz, a tu nagle trasa się urywa i radź sobie sam! W Niemczech można powiedzieć, że prowadzą cię za rękę.

Drugiego dnia podróży w Gustow kupiliśmy mapę rowerową całej Rugii (odporna na warunki atmosferyczne, kompatybilna z GPS, w cenie trochę ponad 5 euro). Uwielbiam ten oldschoolowy zwyczaj podróżowania z mapą w ręku ????

Kolos

Drugą noc spędziliśmy na kempingu w miejscowości Prorra nad morzem. Kemping nazywał się Pszczółka Maja. Będąc wciąż w klimacie niedawno zakupionej płyty Zbyszka Wodeckiego od razu wiedzieliśy, że chcemy tam spać! :) W zasadzie nie byłoby nic spektakularnego w tym miejscu gdyby nie to, że kawałek dalej znajduje się niedokończone dzieło nazizmu, czyli słynny Kolos. Długi na 5 km blok, wybudowany w 1938 roku miał służyć jako miejsce szkolenia przyszłych kadr nowego systemu. Niemcy zostali z Kolosem przez cały okres NRD, aż do obecnych czasów. Do pewnego momentu nie było w zasadzie wiadomo, co z nim zrobić. Dziś widać, że na jego wschodnim skrzydle puste pokoje stają się apartamentami z widokiem na morze dla średniozamożnych Niemców, a w jego części parterowej powstają gustowne knajpki. Zdecydowany „must see” dla wszystkich lubiących historię.

Sassnitz

Tego samego dnia jadąc dalej wzdłuż wybrzeża dotarliśmy do Sassnitz. To tam znajduje się park narodowy Jasmund i słynne kilkudziesięciometrowe kredowe klify. Samo Sassnitz kręciło nas mniej, ale klify naprawdę robią wrażenie. Możecie się na nie dostać idąc promenadą przez port i dalej plażą w kierunku zachodnim. Po 30 minutach spaceru plażą dojdziecie do klifów. Świetna miejscówka na zdjęcia.

Z Sassnitz załadowaliśmy się z rowerami do pociągu i ruszyliśmy z powrotem do Stralsund, aby stamtąd ruszyć dalej na południe Niemiec i kontynuować nasze tournee po dawnym NRD ???? Tu dość istotna uwaga: pociągi w Niemczech nie są tanie, za pół godziny jazdy (45km z Sassnitz do Stralsund) z rowerami zapłaciliśmy 36 euro.

Ceny

Miejsce na kempingu: ok. 20 euro dla 2 osób z namiotem i rowerami

Opcja u Bauera: ok. 10 euro dla 2 osób z namiotem i rowerami

Dorsz z frytkami po Bałtycku – 10 do 15 euro

Litr diesla na stacji w Stralsund – 1.20 euro (tyle samo, co na A2 Warszawa – Poznań)

 

Polecamy Rugię wszystkim miłośnikom wypraw rowerowych i Bałtyku!

Dobrego dnia,

Miki


Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów